a month ago
Jestem pod ogromnie pozytywnym wrażeniem. Wczoraj musiałam pożegnać się z kotkiem. Dokarmialam go przez prawie 8 lat na balkonie, a po uśpieniu domowego kotka, 3 lata temu otworzyłam mu drzwi mieszkania. Ponieważ mieszkam na parterze, więc zostawiłam mu możliwość wychodzenia i wracania, kiedy miał ochotę. Od jakiegoś czasu widziałam, że choruje, ale wiedziałam, że transportowanie go do weterynarza i samo zapakowanie do kontenera wymagałoby nie lada wyczynu, a dla niego byłoby źródłem ogromnego stresu. Kiedyś udało się to jednej z pań, która zabrała go do swojego weterynarza. Kot od razu znalazł się na ponad tydzień w szpitaliku, stwierdzono, że ma chore nerki, wątrobę i tarczycę, zaczęto mu nawet szukać jakiegoś domu zastępczego, w którym podawano by mu lekarstwa (bo ja, poza karmieniem i dawaniem mu swobody nie potrafiłabym tego robić), ale w ostatniej chwili pani się rozmyśliła i kotek wrócił do mnie. W szpitaliku był ogromnie zestresowany, ale nie należał do potulnych kotów, (jak mój poprzedni, domowy, który u weterynarza zachowywał się na zasadzie: róbcie szybko, co macie robić, byle tylko mógłbym stąd wyjść), tylko się bronił: drapał i gryzł. Tłumacze sobie, że podarowałam mu prawie 1,5 roku w miarę spokojnego życia, ale jak ostatnie 2 miesiące zaczął chorować, liczyłam się z tym, że i tak odejdzie. Ponieważ pani weterynarz, do której chodziłam z Łatkiem nie przychodzi na wizyty domowe, więc nie mogąc już psychicznie patrzeć jak Węgielek niknie w oczach, zaczęłam szukać w internecie gabinetów, które takie usługi świadcza i w ten sposób trafiłam na VetGo. Pan doktor stwierdził, że stan Węgielka był agonalny. Sam przebieg eutanazji przeprowadzony był w sposób spokojny, z pełnym profesjonalizmem, pan weterynarz wykazał się bardzo dużą cierpliwościa i empatią. Nie zapytałam, jak ma na imię, ale sądząc po wpisach w opiniach innych osób wydaje mi sie, że to był p.Maciej (mowił, że sam ma 9 kotków). Naprawdę chciałabym serdecznie podziękować za to, że jesteście. Kicia zasnęła spokojnie, a to dla mnie było najważniejsze. Pozdrawiam serdecznie (i przepraszam za to, że tak się rozpisałam).
M.J.